|
Gdziekolwiek by w Polsce nie spytać – Z czym ci się kojarzy Śląsk – pada odpowiedź: Z szybami kopalń, hutami, hałdami, węglem i dymem z kominów. Zupełnie umyka wszystkim fakt, że w śląskim pejzażu od ponad 170 lat obecna też była i jest kolej. Wpierw parowozy, a później lokomotywy. Tysiące kilometrów torów wijących się w przemysłowej przestrzeni. Krojących nawet miasta na części. Węgiel był bogactwem tej ziemi i przemienił oblicza starych śląskich miast. Kolej wywiozła ze Śląska część węgla i produkty przemysłowe. W zamian spływały tu pieniądze. Rozbudowa kolei, trwająca od trzydziestych lat XIX w. przypadła na lata określane w architekturze okresem secesji. Niemal całe, stare centra miast, z całym jego architektonicznym bogactwem – wynikającym ze stosowania najróżniejszych stylów – powstały w właśnie wtedy. Dworce kolejowe też.. Ta rola kolei i jej obecność w tym procesie, ciągle pozostaje niezauważona. Ale nie przez wszystkich. W Galerii „Barwy Śląska.”, która dzięki tarnogórskiemu Staroście Józefowi Korpakowi znalazła sobie miejsce w pałacu Donnersmarcków w Nakle, prowadzący ją kolekcjoner Gerard Trefoń, zgromadził prace malarzy intuicyjnych. Nie brakuje krynickiego Nikifora, ale przede wszystkim są to obrazy tych, którzy utrwalili na swych dziełach Śląsk minionych lat. Dominują oczywiście kopalnie. Bo większość twórców była bezpośrednio związana z górniczym środowiskiem. Ale ci wrażliwi ludzie dostrzegli też wśród nich właśnie pociągi. Na niektórych są drobnym elementem, na innych wysuwają się na pierwszy plan. Ile jest takich obrazów wśród tysięcy zgromadzonych, trudno się jeszcze doliczyć. Ale wydaje mi się, że można podjąć starania, by wydobyć je na światło dzienne z magazynu G. Trefonia, choćby z okazji Dnia Kolejarza. Znając pasję i życzliwość twórcy galerii, z pewnością można by w niej wystawić również praca kolejarzy, którzy gdzieś w zaciszu domu, po pracy, malowali tę kolej jeszcze inaczej. Inaczej, bo z punktu widzenia ludzi związanych z nią bezpośrednio. Czy tacy są? Osobiście nie spotkałem, ale są z pewnością. Tak jak filateliści, radiowcy, modelarze. Zapoznani, gdyż przez lata oczekiwano od nich raczej trudu związanego z zawodem, a nie eksponowania własnych, malarskich impresji z nim związanych. Dlatego też brakuje ich w licznych przecież monografiach stacji, czy węzłów kolejowych. Szkoda. Bo kolej zmieniała, zmienia i będzie zmieniać swoje oblicze. Są i inne możliwości, by je utrwalić, ale woli brak. Może starczy jej przynajmniej na krótką wizytę w Galerii. Może ona kogoś do czegoś natchnie, nim te obrazy ktoś od kolekcjonera wykupi i pojadą – może nawet pociągiem – tam, gdzie prawdy o czasach i ludziach, nie wygrzebuje się tylko w pełnych brudów teczkach służb specjalnych. Prawdziwych, wrażliwych na wszystkie barwy poszukiwaczy przeminionych dni, zachęcam do wizyty w Nakle. Ślepcy z przekonania i wyboru, nie mają tam, czego szukać. To nie jest teren dla nich. Tam nawet te nieruchome na obrazach pociągi mogą rozjechać tworzone przez nich mity, ich uprzedzenia i fobie. Zadra KOLEJARSKI EKSPRES NR 8(151)2008
|