| MAŁE JEST PIĘKNE - ulica Krakowska 11. Autor: Alicja KOSIBA-LESIAK |
|
|
|
| Wpisał Alicja Kosiba Lesiak |
| Niedziela, 26. Październik 2008 20:57 |
|
Artykuł ukazał się w tygodniku "Gwarek" dnia 21.10.2008.
Nieznana jest dokładna data budowy i nazwisko architekta, który zaprojektował wygląd fasady kamienicy nr 11 przy ulicy Krakowskiej. Od kilku lat pięknie odnowiona przyciąga dzisiaj wzrok szyldem sklepu kosmetyków „Rossmanna” i wystawą „Złotnika”. Ale wystarczy stanąć po przeciwnej stronie ulicy, by zobaczyć wiele więcej. W płycinach pod dachem znajdują się okrągłe plafony z kobiecymi głowami. Mało kto dostrzeże, iż różnią się znacznie mimo pozornego podobieństwa; one same zdają się jakby przyglądać sobie. Na głównej osi fasady drugiego piętra, pomiędzy oknami widoczna jest płytka nisza zakończona półokrągłym łukiem. Nikt już nie dojdzie, kto miał się w niej schronić i patrzeć w dół na przechodniów.
![]()
![]()
Najciekawsze jest jednak pierwsze piętro. Tu w płycinach nad dwoma skrajnymi oknami umiejscowione są dwa małe plafony z głowami też różniącymi się między sobą. Dwa środkowe okna ujęte są w kształt przypominający do złudzenia starożytne świątynie Greków lub Rzymian. Najbardziej jednak ganek stanowiący jakby część ateńskiej świątyni Ateny Polias, Erechtejonu, nad którym zabrakło charakterystycznego trójkątnego frontonu. Różnica jest też taka, że tam kolumnami świątyni są kariatydy – posągi kobiet, tu zaś zastępują je pilastry imitujące żłobkowane korynckie kolumny. Całości dopełnia gzyms z łezkami u dołu a na nim ustawiono w narożnikach jedyne w Tarnowskich Górach akroteriony, czyli naszczytniki. Środkowym naszczytnikiem jest najprawdopodobniej głowa Afrodyty na tle muszli, wyłaniająca się spośród dwóch stylizowanych fal. Umieszczony poniżej niej wypukły relief sprawia na pierwszy rzut oka wrażenie zwykłej arabeski ale to powtarzający się motyw dwóch postaci: po lewej – syreny, po prawej – trytona z ogonami stylizowanymi na czułki ukwiałów. Obie postaci leżą w nieco innych pozach przypominając morskie fale, z których wynurzyła się Afrodyta. Najważniejszą jednak częścią całej kompozycji jest ustawiony w niszy - pomiędzy środkowymi pilastrami - posąg. To raczej na pewno nie Demeter, której atrybutem był kłos zboża. To zapewne rzymska bogini Fortuna lub jej grecka odpowiedniczka - Tyche, kierujące ludzkimi losami wyobrażane z rogiem obfitości a czasem też z przepaską na oczach. Całości dopełniają trzy płyciny z reliefami z ornamentem z wici roślinnej z kwiatami. Bogini Fortuna patrzy spokojnie z nad reliefów na niemal przeciwległy budynek pod nr 10, gdzie posągi Dionizosa i Menady czekają cierpliwie swego ostatecznego kresu wyznaczonego przez erozję - panującą odwiecznie bezlitosną boginię. Idąc Krakowską w górę do rynku przeciwległym do kamienicy chodnikiem przez czas krótkiego marszu z podniesionym na nią wzrokiem czuję nieraz ogarniającą ciało falę ciepłego wzruszenia na widok tego dzieła ludzkich rąk i umysłów. Dzieła użytecznego i prestiżowego a przecież chyba wykonanego z myślą o codziennym zaspokojeniu potrzeby doznawania piękna.
|
| LAST_UPDATED2 |




